Nie będę drugim Samcikiem, Michałem Szafrańskim czy Kasią Tusk, do Sióstr Bukowskich też mi daleko. Jestem młodym lekarzem, który podzieli się z wami swoimi życiowymi frustracjami, pochwali się sukcesami, przedstawi innym swój punkt widzenia.
Nie jest to blog tylko dla medyków, każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Nie będę pisał sam :) w sumie jest nas kilkoro przyjaciół, choć od niedawna każdy w innym mieście, każdy dobiera się do innego kawałka medycznego tortu. Wszyscy będziemy występowali pod pseudonimami, nie chcemy ujawniać się, przynajmniej nie dziś.

Początki są trudne… dla młodego lekarza, który właśnie wkroczył na rezydencką ścieżkę, któremu wspaniały rząd zapewnił niewolniczą prace za 2200zł na rękę, do tego świeżo zmieniającego miejsce zamieszkania tylko po to żeby móc się szkolić w działce w której chciał. Niektórzy mają jeszcze gorzej, zaproponowano im wolontariat (sic!) w zamian za pełen etat pracy zarobią równo 0 zł, w sumie to są nawet na minusie – w końcu trzeba się ubezpieczyć. Także po 6 latach nauki, roku stażu, trzykrotnym pisaniu LEK’u, załatwieniu tryliona papierów, przepuszczeniu przez dziesiątku urzędniczych rąk właśnie przyszedł czas na chude lata specjalizacji -5 czy 6 co za różnica, przed 30-tką nikt nie skończy.

Żeby tego było mało nasi nieudolni władczy chcą nas zniewolić w myśl własnie tworzonej na kolanie ustawy budżetowej 2015. Najbardziej śmieszy mnie fakt ze w komisji zdrowia, która stworzyła ten nieszczęsny akt przedstawiciele zawodów medycznych nie stanowią większości, za to o waszym zdrowiu i dostępie do świadczeń medycznych decydują ekonomiści, katecheci, inżynierowie, menadżerowie kultury, technolodzy drewna, nauczyciele w-fu i in. Zawsze uważałem, że na obróbce drewna się nie znam, do teatru chodzę, ale menadżerem kultury nie zostanę, samochodem jeżdżę ale silnika od podstaw nie zbuduję, coś nieco o religiach wiem, ale katechetą nie zostanę więc pytam – dlaczego ludzie u szczytu zajmują się o czym wiedzą niewiele? ehh…

Jeszcze  nie wiem jaka będzie atmosfera w szpitalu, Ordynator wydawał się miłym człowiekiem, reszta zespołu normalna, ale czy znajdę wśród nich swojego guru, przewodnika który wszystko mi pokaże, który będzie miał chęci uczyć swojego następce, a nie postrzegał mnie jako konkurenta?

Mówi się ze w wybieranie miejsca specjalizacyjnego w Polsce to jak wybieranie między „Dżumą, a Cholera” poczekamy, zobaczymy czy nie trafiłem w Ebole.

Sam za pensje narzucona przez ministerstwo zdrowia się nie utrzymam, kiedy wynajem mieszkania kosztuje mnie ponad 1500zł, zaczynam więc szukać dodatkowej pracy po godzinach, o czym w następnym wpisie. Tymczasem wracam do książek, tu nauka nie skończyła się na studiach, a opasłe tomiska które ze sobą zabrałem to była główna część dobytku która zabrałem z mojego ukochanego miasta…

Mr.P