Bardzo dawno już nic Tu nie napisałem… mijały kolejne dni, tygodnie ba nawet miesiące, a mi czas przelatuje między palcami. W nowym mieście wszystko zajmuje 2x dłużej, serio – normalnie jedziesz na zakupy mija 30 minut, w mieście którego nie znasz, wpakujesz się w gąszcz jednokierunkowych uliczek i godzinę masz z głowy. Poza tym sam początek specjalizacji to nie ukrywajmy siedzenie z nosem w książkach po nocach, bo studia to ledwo liźnięcie specjalistycznej wiedzy, do POZ jesteś przygotowany, powyżej tego nic, a nic. Ponad to wszystko oczywiście musisz iść do kolejnej pracy, bo za to co oferuje rezydentura ciężko się utrzymać, a jeśli liczysz, że chociaż na obowiązkowych dyżurach na Twoim oddziale cokolwiek zarobisz – hmm mój szpital zaproponował umowę zlecenie na 20zł brutto za godzinę, na rękę zostaje niewiele więcej niż w Mcdonaldzie. Chociaż sprawa jest rozwojowa – w końcu niezgodne z prawem pracy jest pracowanie dla jednego pracodawcy, na tym samym stanowisku, na dwóch umowach, ale kto by się przejmował prawem jeśli nie masz prawnika.

Dobra koniec hejtu, bo praca jest spoko, zajmuje sporo naszego życia i pozwala się natknąć na cały przekrój społeczeństwa, od inteligentnych osób, z którymi współpracuje się najlepiej, do prostych ale poczciwych przez penerów i meneli, których nienawidzę. Całe życie odnosiłem się z szacunkiem do innych ludzi i nie sądziłem, że chamstwo i prostactwo w naszej społeczności jest tak głęboko zakorzenione, że nawet w obliczu lekarza i pielęgniarki nie mogą się powstrzymać. Przychodzi kobieta z synem na IP, czekają na przyjęcia do szpitala już 30 minut!! (długo?), wchodząc jest opryskliwa i niemiła, po zebraniu wywiadu i zbadaniu + wypełnieniu dokumentacji przez pielęgniarkę poproszona jest o poczekanie na poczekalni po czym przyjdzie osoba, która zaprowadzi ich na oddział – niby wszystko ok, tylko pani wychodząc oddala się ze szpitala słowami „Niech spierdalają, chuj im w dupę, nie będziemy czekać… A Ty kurwo stara..”(do pielęgniarki) dalej jakiś niezrozumiały bełkot. Takich pacjentów mamy kilku w miesiącu. Na początku denerwowało mnie to strasznie, byłem gotów wdać się w pyskówke, teraz już tylko wpisuje w dokumentacji, a z wulgaryzmów już tylko pozostał śmiech. Są też mili menele, po 2 piwkach (3 promile) z rozkwaszoną twarzą, pytasz co się stało, a pan menel z uśmiechem na twarzy „Oh my god, I don’t know”, a boli? „oh Jesus, nie boli, a Ty jesteś biutiful” – do pielęgniarki przed 20 minutami nazwanej kurwą starą;). Dzień mijał, kolejni pacjenci przewijają się między mną, a biutiful kurwą starą, w końcu przychodzi godzina 2 nad ranem i pacjent po którym głęboka refleksja – nasze społeczeństwo nie przetrwa. Do sedna – budzi mnie telefon, patrze na zegarek godzina 2:14, przyjechał pacjent pogryziony przez psa w twarz – myślę sobie będzie robota, ucho odgryzione, policzek nadszarpnięty, pewnie pacjent na w pół oskalpowany. Co będę potrzebował – obłożenie, jałowe rękawiczki 7,5, szwy podskórne, na skórę 5.0 w końcu na twarzy, ciekawe co z uchem, hmm pogryziony w twarz przez psa, to i szczepienie na wściekliznę może się przydać. Schodzą na dół, a tam pacjent poniżej 30 roku życia, na płatku ucha dwa ukłucia wielkości szpilki – ugryzł go york, jego własny, nie boli, nie spuchło, tylko ta rana go niepokoi. W razie wojny lepiej uciekać, bo jak tak wyglądają poborowi (ja się już nie załapałem) to za długo nie powalczymy :)

Tym kończę na dziś, schodzę na dół bo komórka dyżurnego już dzwoni, ludzie wracają z majówki to do lekarza trzeba 😉