Pieczątka lekarska

Co musi zawierać pieczątka lekarska?

Imię i nazwisko lekarza

Specjalizację (jeśli ją posiada)

Nr Prawa wykonywania zawodu.

 

Uwaga, od 01.01.2016r na recepcie w miejscu pieczątki lekarza musi znaleźć się nr kontaktowy do lekarza wystawiającego receptę, proponujemy nie podawać jednak swojej prywatnej komórki – po pierwsze polskie prawo nie narzuca nam konieczności posiadania telefonu, po drugie nr ten na 100% będzie wykorzystywany przez pacjentów jako „telefon zaufania” np w piątek o 3 nad ranem. Osobna pieczątka z numerem telefonu do gabinetu powinna wystarczyć.

Podstawa prawna:

http://www.lexlege.pl/prawo-farmaceutyczne/art-96a/

Zmarł najbogatszy Polak, dobrze, że nie w Polsce

Wszyscy już wiedzą i na pewno słyszeli, zmarł najbogatszy Polak,, Jan Kulczyk w wiedeńskim szpitalu, z powodu powikłań po „nieskomplikowanym” zabiegu kardiologicznym. Krótki komunikat, proste przesłanie niosące za sobą bardzo dużo treści. Podany bez nienawiści, bez zarzutów, bez podejrzeń i wyroków. Zupełnie jak nie w polskich mediach, hmm może dlatego, że nie dotyczy polskich lekarzy?

Gdyby tak ważna osobistość umarła w polskim szpitalu – pierwsze tytuły prawdopodobnie wyglądałyby tak: „Lekarze zamordowali najbogatszego człowieka w Polsce”, „Błąd lekarzy spowodował śmierć Jana Kulczyka”, „Jan Kulczyk zmarł z powodu błędów, do których doszło w szpitalu”, „Kto jest winny śmierci miliardera?” Tymczasem rzecznik prasowy Kulczyk Holding podał prosty, prawdziwy komunikat, są w nim jednak pewne nieścisłości. Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak nieskomplikowany zabieg, każda procedura, choćby była technicznie najprostsza, wręcz banalna niesie za sobą konsekwencji. Po drugie – POWIKŁANIA – to bardzo ważne – każda ingerencja w ludzkie ciało przynosi efekty, czasem niestety śmiertelne. Myślisz, że zwykły zastrzyk nie może zabić? Wycięcie „pypcia” na skórze to banał? Ja też, dopóki nie zacząłem robić tego sam. Znieczulasz pacjenta – po raz pierwszy w jego życiu, okazuje się, że ma reakcję anafilaktyczną na środek znieczulający, działasz szybko, przeciwdziałasz skutkom ubocznym leków, które przed chwilą podałeś. Uda się? Zazwyczaj tak, choć niestety czasem kończy się tragedią. Tu niestety rządzi przypadek, jakieś złośliwa układanka genów, które nie pozwala pacjentowi przeżyć.  Zator płucny po zabiegu operacyjnym? Temu można przeciwdziałać, szybkie uruchomienie pacjenta, Clexane w dawce profilaktycznej i in. ale znowu żaden lekarz nie jest w stanie przeciwdziałać wadliwemu zestawieniu genów, które nie pozwalają przeżyć jednym, a innych chronią przed zagrożeniami współczesnego świata.

Wiesz, że dawkowanie większości leków to uśrednienie ich skutecznego stężenia, dla przeciętnego mężczyzny o wadze 70kg? Kim jest przeciętny mężczyzna? czy leki są tak samo skuteczne dla nieprzeciętnej kobiety?  Tego niestety nie wiadomo. Trwają badania nad dawkowaniem i dobieraniem leków indywidualnie do pacjenta – badając m.in jego DNA, czy określając ilość i jakość poszczególnych enzymów wustroju, póki co kosztujące krocie, ale z czasem powinny stać się dostępne dla ludu. Może, gdy dojdziemy do perfekcji w określaniu indywidualnego fenotypu jednostki, takich przypadków i powikłań będzie mniej, czego sobie i wam życzę! Tymczasem pamiętajcie to w szpitalu jest najwięcej narodzin, ale jednocześnie najwięcej śmierci…

Zaniedbałem bloga…

Bardzo dawno już nic Tu nie napisałem… mijały kolejne dni, tygodnie ba nawet miesiące, a mi czas przelatuje między palcami. W nowym mieście wszystko zajmuje 2x dłużej, serio – normalnie jedziesz na zakupy mija 30 minut, w mieście którego nie znasz, wpakujesz się w gąszcz jednokierunkowych uliczek i godzinę masz z głowy. Poza tym sam początek specjalizacji to nie ukrywajmy siedzenie z nosem w książkach po nocach, bo studia to ledwo liźnięcie specjalistycznej wiedzy, do POZ jesteś przygotowany, powyżej tego nic, a nic. Ponad to wszystko oczywiście musisz iść do kolejnej pracy, bo za to co oferuje rezydentura ciężko się utrzymać, a jeśli liczysz, że chociaż na obowiązkowych dyżurach na Twoim oddziale cokolwiek zarobisz – hmm mój szpital zaproponował umowę zlecenie na 20zł brutto za godzinę, na rękę zostaje niewiele więcej niż w Mcdonaldzie. Chociaż sprawa jest rozwojowa – w końcu niezgodne z prawem pracy jest pracowanie dla jednego pracodawcy, na tym samym stanowisku, na dwóch umowach, ale kto by się przejmował prawem jeśli nie masz prawnika.

Dobra koniec hejtu, bo praca jest spoko, zajmuje sporo naszego życia i pozwala się natknąć na cały przekrój społeczeństwa, od inteligentnych osób, z którymi współpracuje się najlepiej, do prostych ale poczciwych przez penerów i meneli, których nienawidzę. Całe życie odnosiłem się z szacunkiem do innych ludzi i nie sądziłem, że chamstwo i prostactwo w naszej społeczności jest tak głęboko zakorzenione, że nawet w obliczu lekarza i pielęgniarki nie mogą się powstrzymać. Przychodzi kobieta z synem na IP, czekają na przyjęcia do szpitala już 30 minut!! (długo?), wchodząc jest opryskliwa i niemiła, po zebraniu wywiadu i zbadaniu + wypełnieniu dokumentacji przez pielęgniarkę poproszona jest o poczekanie na poczekalni po czym przyjdzie osoba, która zaprowadzi ich na oddział – niby wszystko ok, tylko pani wychodząc oddala się ze szpitala słowami „Niech spierdalają, chuj im w dupę, nie będziemy czekać… A Ty kurwo stara..”(do pielęgniarki) dalej jakiś niezrozumiały bełkot. Takich pacjentów mamy kilku w miesiącu. Na początku denerwowało mnie to strasznie, byłem gotów wdać się w pyskówke, teraz już tylko wpisuje w dokumentacji, a z wulgaryzmów już tylko pozostał śmiech. Są też mili menele, po 2 piwkach (3 promile) z rozkwaszoną twarzą, pytasz co się stało, a pan menel z uśmiechem na twarzy „Oh my god, I don’t know”, a boli? „oh Jesus, nie boli, a Ty jesteś biutiful” – do pielęgniarki przed 20 minutami nazwanej kurwą starą;). Dzień mijał, kolejni pacjenci przewijają się między mną, a biutiful kurwą starą, w końcu przychodzi godzina 2 nad ranem i pacjent po którym głęboka refleksja – nasze społeczeństwo nie przetrwa. Do sedna – budzi mnie telefon, patrze na zegarek godzina 2:14, przyjechał pacjent pogryziony przez psa w twarz – myślę sobie będzie robota, ucho odgryzione, policzek nadszarpnięty, pewnie pacjent na w pół oskalpowany. Co będę potrzebował – obłożenie, jałowe rękawiczki 7,5, szwy podskórne, na skórę 5.0 w końcu na twarzy, ciekawe co z uchem, hmm pogryziony w twarz przez psa, to i szczepienie na wściekliznę może się przydać. Schodzą na dół, a tam pacjent poniżej 30 roku życia, na płatku ucha dwa ukłucia wielkości szpilki – ugryzł go york, jego własny, nie boli, nie spuchło, tylko ta rana go niepokoi. W razie wojny lepiej uciekać, bo jak tak wyglądają poborowi (ja się już nie załapałem) to za długo nie powalczymy :)

Tym kończę na dziś, schodzę na dół bo komórka dyżurnego już dzwoni, ludzie wracają z majówki to do lekarza trzeba 😉

Pakiet patologiczny

Piękne plany pana ministra, marketing medialny, informacje i poradniki dla pacjentów on-line, reklamy w telewizji. Jest wszystko, co potrzeba dla pacjentów (może poza lekarzami, sprzętem i pieniędzmi na leczenie). Pierwsze dni od wejścia pakietu i rozpętał się chaos, lekarze i szpitale dowiedzieli się co to ten cały pakiet.

Zaczęło się – mieliśmy dążyć do zmniejszenia kolejek – od 1.01.2015 roku już tylko się wydłużą, szpitale dostały kontrakty z procentowy podziałem na pakiet onkologiczny i pozostałych pacjentów. W ten sposób oddział chirurgii szpitala powiatowego dotychczas zajmujący się głównie operacjami przepuklin, stopami cukrzycowymi, leczeniem ran, tyroidektomią czy ostrymi urazami w umowie z NFZ ma wpisane np. 47% rocznego kontraktu na pakiet onkologiczny, reszta na waszą dotychczasową działalność. Idąc tym ciągiem zdarzeń – do końca grudnia oczekiwanie na zabieg planowy wynosiło 150 dni, kiedy wprowadzono pakiet, automatycznie ilość zabiegów „zwykłych” za które zapłaci NFZ spadnie o połowę – logicznie rzecz biorąc kolejka się skróci? To jedna strona, kolejna pieniędzy z NFZ’owego kontraktu nie można przesuwać – tzn nie wykonacie zabiegów onkologicznych za 47% kontraktu – zabierzemy wam pieniądze na leczenie i nie możecie operować tego, w czym jesteście wyspecjalizowani od 30 lat, chociaż macie siły przerobowe i wyszkolony personel. Od 1 stycznie macie wycinać nowotwory, chociaż by ich nie było, macie je wynaleźć i wyciąć. Za komuny byli przodownicy pracy – wykonali 200% planu miesięcznego dostali dyplom i pochwałę, wy lekarze macie wyrobić 100% planu ministra dokładnie 100%, bo jak to będzie 95% to zabierzemy wam część kontraktu, a jak będzie 150% to też wam nie zapłacimy, tak żeby było sprawiedliwie. Oczywiście mówiąc wam mam na myśli szpitalom, przychodniom itp.

Kolejna strona (chciałem napisać medalu, ale trochę mało ma stron) – pacjenci, poinformowani, co to pakiet, wiedząc o tym, że z paszportem onkologicznym mają być przyjęci priorytetowo zaczynają szturm na gabinety POZ. Tak szturm, przed gabinetami tłumy – „od 3 dni boli mnie brzuch i mam rozwolnienie, to może być rak, czytałem w internetach”, to nie nowotwór, ale pacjentowi się NALEŻY karta onkologiczna, bo PACJENT uważa, że ma nowotwór i DOMAGA SIĘ, żąda i nakazuje lekarzowi wypisanie karty onkologicznej. Ten po badaniu zaleca odpowiednie leczenie ale pacjent jest niezadowolony krzyczy KONOWAŁ CH… i SKUR…. płace na niego na NFZ, a on zaleca mi dietę o sucharkach i wodzie? Przecież to nowotwór jak się patrzy – czerwony rak, zjada mi jelita, przegryzie tętnicę i tyle będzie z życia… Tak codziennie, lekarz się nie łamie, jego nazwisko cierpi obrzucane błotem wprost z ust pacjentów „BO MI SIĘ NALEŻY”. Drugi nie ma już siły walczyć z pacjentami – wypisuje karty onkologiczne, lepiej 100 przebadać bez wskazań, niż jednego przeoczyć mówi. Za 3 miesiące NFZ odbiera uprawnienia do wystawiania „zielonej karty” lekarzowi nr 2 i kieruje go na kurs wykrywania nowotworów, za który lekarz musi zapłacić z własnej kieszeni. Pierwszy wciąż ma uprawnienia (bo trafnie podejrzewa choroby rozrostowe i bezbłędnie wydaje karty), ale co z tego, za chwile w Polsce wypisane będzie już tyle kart onkologicznych, że pacjenci priorytetowo będą przyjęci są za 3 miesiące.

Co z tymi, którzy karty nie mają? Będą czekać w kolejkach do specjalisty jeszcze dłużej, w danym roku kalendarzowym zapewne nie zdążą z zaświadczeniami o leczeniu dla Lekarzy Rodzinnych i leki będą musieli kupować na 100%.

Konsylium lekarskie? To jest dobry pomysł, zawsze „co dwie głowy to nie jedna”. Strzał w 10 chciałoby się powiedzieć. Szkoda, ze nie ma specjalistów – 800 patomorfologów na całą Polskę, a w moim województwie za 5 lat przybędzie ich AŻ o dwoje, bo minister przyznał właśnie tyle rezydentur.

Ciekawi mnie jak długo przetrwa pakiet onkologiczny? Do wyborów? Czy może wcześniej usłyszymy w mediach, że krwiopijni lekarze niszczą wspaniały plan ministra i chcą doprowadzić zamknięcia programu, który stworzony jest przede wszystkim z myślą o wspaniałych i wymagających opieki pacjentach, których ministerstwo szanuje, a ich dobro jest pierwszym przykazaniem Bartosza A?

O co chodzi panie Ministrze?

Wszyscy w mediach trąbią o strajku lekarzy i otwartej wojnie na lini Minister Bartosz A. a Porozumienie Zielonogórskie. Nikt poza wtajemniczonymi grupami zawodowymi nie wie o co chodzi, nawet większość lekarzy nie do końca łapie co to jest ten caly Pakiet Onkologiczny. Dlaczego tyle szumu wokół przepisów dobrych dla pacjenta? Kwestii jest wiele – jedną doskonale obrazuje „list” udostępniony przez konsylium24:

Za wywóz śmieci w moim miasteczku płacę co miesiąc 15 zł od osoby. Razem 60 zł (4 osoby w rodzinie, w tym dwoje dzieci, wszyscy na moim utrzymaniu). Rocznie wydaję 720 zł na wywóz śmieci. W tej usłudze mam zagwarantowany odbiór śmieci segregowanych raz w miesiącu, odpadów mokrych raz w tyg, w ramach umowy dostaję za darmo worki do segregacji. 


W POZ NFZ ma płacić co miesiąc za mnie 10,8 zł, rocznie 136 zł, gdzie jako pacjent mam zagwarantowaną dostępność specjalisty lekarza, pielęgniarki, wszystko codziennie 8 – 18 przez 5 dni w tygodniu, a do tego możliwość wykonania szeregu badań diagnostycznych cały rok. 

O co chodzi w tym strajku panie ministrze???” 

Ta część jest chyba jasna :). Natomiast drugą strona medalu to niewydolny system ochrony zdrowia, który w momencie wprowadzenia pakietu zostanie rozłożony na łopatki – kolejki do specjalistów wszelkiej maści zamiast się zmniejszyć wzrosną i to kilkukrotnie. Na lekarzach rodzinnych zacznie się presja pacjentów o wydanie karty onkologicznej nawet bez wskazań, bo to szybsza droga do specjalisty. W ciągu kilku miesięcy dojdzie do tego, że z kartą onkologiczną do specjalisty poczekamy tylko pół roku, a bez nie to lepiej od razu zapisać się prywatnie, bo możemy nie dożyć terminu. Żeby tego było mało, Minister namawia by pacjenci, których Lekarze nie podpisali umów z NFZ kierowali się na i tak już przepełnione SORy. Tym sposobem oddział Ratunkowy, którego zadaniem jest pomoc na NAGŁYCH przypadkach ZAGRAŻAJĄCYCH ŻYCIU, powstaną kolejki pacjentów wymagających wypisania recepty, zwolnienia, skierowania itd. Niestety winą za zły systemem ochrony zdrowia i deficytem funduszu obarcza się lekarzy. Tymczasem to właśnie oni pracują na 2, 3 etaty, żeby zapewnić pomoc wymagającym temu pacjentom. To lekarze swoim czasem wolnym nadrabiają braki systemu ( przypomnijmy w Polsce na 1000 pacjentów jest nieco ponad 2 lekarzy, średnia w Europie oscyluje wokół 4 – Polska ma najmniej lekarzy w przeliczeniu na mieszkańca). Ale wydźwięk zwłaszcza z ust ministra jest inny – zachłanni, krwiopijni i pozbawienie skrupułów lekarze myślą tylko o pieniądzach we własnej kieszeni. 

Na koniec kolejny list lekarza zaadresowany do ogółu społeczeństwa wyjaśniający bardziej szczegółowo wiele kwestii z którymi muszą zmagać się lekarze rodzinni – list jest długi ale zdecydowanie warto go przeczytać!

https://docs.google.com/file/d/0B6JeW8Rk1xD6eTc1Qm9RN01Ka053WlFFUTBqQWNEUUVsSi1J/edit

 

 

Uwaga CUD! czyli między Bogiem, Lekarzem, a prawdą

Święta mijają powoli, dla większość czas wolny pełen odpoczynku, spotkań ze znajomymi, dla niektórych zadumy. Dla lekarzy często bardzo pracowity okres – zwłaszcza dla tych młodszych, którzy muszą odpracować „frycowe” na oddziałach i zamiast spędzać święta przy karpiu czy kolędach siedzą w pracy, na oddziałach, SOR’ach czy nocnych pomocach doraźnych. Mnie w tym roku na całe szczęście ten okres minął bez dyżuru, za rok nie będzie już tak dobrze..

Jak każdy Prawdziwy Polak w święta udałem się z rodziną do kościoła, Ksiądz zza ambony prawił kazanie – wypomina coś o Cudzie. W mediach głośno o najbardziej wychłodzonym chłopcu, który przeżył. Cud? Czy ciężka praca lekarzy, pielęgniarek, nowoczesny sprzęt, najnowsze standardy leczenia i nieco szczęścia? Dla mnie to drugie, choć to o cud się otarło. Są też cuda naciągane – na potrzeby kościoła, byłem świadkiem próby stworzenia takiego właśnie CUDU!

Kilka lat wstecz, jeszcze na studiach, Klinika Hematologii, na oddziale wiele zakonnic pracujących jako pielęgniarki. Młody chłopak – kolejny nawrót nowotworu układu chłonnego – dostał eskalowaną „chemię”, jego stan zaczyna się poprawiać. Blasty we krwi zanikają – wszystko na dobrej drodze, jest remisja, nie wiadomo jak długo, może zaraz po zaprzestaniu podawania „chemii” wszystko nawróci, ale jest szansa. Siostry zaczynają biegać dookoła rodziców, proszą, żeby podpisać pismo, że one się modliły o zdrowie syna (w co nie wątpię), że remisja, której jesteśmy świadkami to cud wymodlony przez siostry zakonne. One przekażą to dalej do Watykanu (żeby kogoś okrzyknąć świętym). Rodzice nie zgodzili się, dla nich to zasługa lekarzy, farmaceutów i wszystkich, dzięki którym syn na czas dostał odpowiednie leczenie.

Ten „Cud in vitro” się nie udał.